Użalamy się nad sobą.
listopad 29, 2007
Takoż narzekamy, zamartwiamy, płaczemy po kątach, płaczemy w mankiet innym, wieszamy się na skakankach et cetera. Różnie, a to kogoś dziewczyna rzuciła, a to z kogoś w szkole nie lubią, a to ktoś pracę stracił, a to ktoś myśli o cyckach koleżanki, ale wie, że ma pryszcze i jest brzydki, ergo no fuckin’ way – powodów jest od groma. I mnie się to zdarza, i wam, i tobie, i jemu, i tej lasce z fajnymi cyckami też. Pytanie – po kiego chuja?
Czy ktokolwieki kiedykolwiek rozwiązał jakikolwiek problem użalając się? Nie. Czy mówiąc sobie “sytuacja jest beznadziejna” poprawiamy tę sytuację? Nie. Czy rycząc w poduszkę zmieniamy świat? Nie. Czy dając sobie emoopis na gadu gadu cokolwiek zdziałamy? Nie. Czy zapijając codziennie wieczorem smutki sprawimy, że po wytrzeźwieniu kłopoty znikną? Nie. Czy płacząc za koleżanką o aparycji Kiki Klement przyciągniemy tę koleżankę do siebie? Po trzykroć pierdolone NIE.
Użalanie się nad sobą jest jedną z najgłupszych skłonności ludzkich. Siedzi taki on sam jak palec, zamknięty w swoim świecie pełnym “cierpienia”, “bólu” i “uczuć”, drze ryja na innych, że “nigdy go nie zrozumieją”, słuchaja My Chemical Romance i Evanescence na słuchawkach i daje sobie opis w stylu “Moje życie jest perfekcyjnym cmentarzem upadłych nadziei” (koniecznie z jakimś błędem ortograficznym). I potem ma pretensje, że normalni ludzie się z niego napierdalają. Bo to jest śmieszne. You are doing it wrong, jak mówi jedno z klasycznych internetowych powiedzonek. To nigdy nikomu nic nie dało.
Żeby była jasność: nie krytykuję zachowania jako takiego. Każdy ma czasem taki odruch, że musi sobie pomyśleć, pomartwić się trochę etc. To jest akceptowalne, ale sporadycznie, w konkretnych sytuacjach. A nie, że ktoś kurwa przyjmuje sobie taki sposób na życie. Bo to już jest pojebane. Za każdym razem, kiedy widzę taką osobę śmieję się naprawdę głośno. Bo tu nie ma innego sposobu.
“Życie jest trudne, życie jest niesieniem krzyża, życie jest bólem.” Gówno prawda, tyle powiem. Życie to kosmiczna sprawa. Życie jest fajne, miłe i przyjemne. Bez życia nie zeżarlibyśmy pizzy, nie zapalili fajka, nie wypili piwa, nie zmacali starszej koleżanki w podstawówce, nie dowiedzielibyśmy się, kim jest John Constantine, nie obejrzeli Pulp Fiction, nie posłuchali Kid A, nie, zrobilibyśmy tego, nie zrobilibyśmy tamtego. Życie jest zajebiste, koniec, kropka.
Ktokolwiek, kto myśli inaczej – jest idiotą. Fakt, w życiu pojawiają się trudniejsze momenty – ale właśnie – MOMENTY. Jeżeli taki moment ma miejsce, należy wziąć się w garść jak najszybciej, ruszyć dupę i coś z tym zrobić. Siedząc i płacząc gówno się zdziała. Wyrzucili cię z pracy – weź odprawę, nasraj szefowi na biurko i znajdź nową. Nie masz szans u koleżanki – zrób sobie operację plastyczną. Śmieją się z ciebie znajomi – zastanów się, kurwa, dlaczego. Zrób coś. Nie siedź, nie spierdalaj w świat książek, słabej muzyki, wyobraźni i własnego pokoju. To nie jest metoda. Nie jest, nigdy nie była i nigdy nie będzie. To jest przede wszystkim debilizm.
Na osobny akapit zasługują samobójcy, zarówno ci ze statusem “done”, jak i ci z “thinking about it”. Jeżeli myślisz o śmierci z takiego, czy innego powodu – przestań myśleć. Nie, nikt nie uzna tego za akt bohaterstwa, nikt tego nie doceni i nikt po twojej śmierci nie pomyśli “Cholera, mogłem wcześniej dostrzec, że coś jest nie tak.” Nikomu nie zrobi się przykro, bo skoro się zabiłeś, to była tylko i wyłącznie twoja wina. Znam takiego, co był blisko, a miał w życiu naprawdę nieciekawą sytuację. Ale zmądrzał. Nie zrobił tego. I m.in. dlatego jest fajny. Nie jest chujowy, jak Ania, która powiesiła się, bo w szkole jej nie lubili. Ciekawe, kurwa, czemu jej nie lubili. Może dlatego, że miała tak beznadziejny charakter i psychikę, że była w stanie się zabić. Może dlatego, że była kretynką. Może była brzydka, i została ostatnią dziewicą w klasie, co zawsze jest jakimś tematem do żartów w gimnazjalnym środowisku. Nie obchodzi mnie to – Ania była chujowa, bo się zabiła.
Jeżeli masz wyimaginowaną depresję, nikt cię nie lubi, ludzie się z ciebie śmieją – zmień coś. Znajdź przyczynę. I nie, przyczynami nie są: “świat jest niesprawiedliwy” czy “życie jest chujowe”. Przyczyną zawsze jesteś ty sam. Umyj się, zmień fryzurę, wyrzuć koszulki z zespołami, wyciśnij pryszcze, ogól cipę, przytyj, schudnij, zmień zainteresowania, popracuj nad osobowością, naucz się nowych dowcipów, zrób cokolwiek. Jeżeli masz problemy – rozwiąż je, albo olej. A jeżeli nic nie wymyślisz, bądź też ciągle będziesz uważał, że nie jesteś w stanie sobie z “wszystkim” poradzić – to zabij się, nie ma dla ciebie ratunku. Świat będzie potem weselszym miejscem.
“A jeżeli nic nie wymyślisz, bądź też ciągle będziesz uważał, że nie jesteś w stanie sobie z “wszystkim” poradzić – to zabij się”
chyba muszę się zabić.
Zosia -> Myślę, że histeryzujesz.
Myślę że cierpienie i użalanie się jest taką samą formą wyrażania emocji jak śmiech i inne rzeczy. To po prostu naturalna odpowiedź na jakieś bodźce…
Czy zatem powinniśmy tłumić emocje?
Filip -> Zwróć uwagę na to, co napisałem. “Żeby była jasność: nie krytykuję zachowania jako takiego. Każdy ma czasem taki odruch, że musi sobie pomyśleć, pomartwić się trochę etc. To jest akceptowalne, ale sporadycznie, w konkretnych sytuacjach. A nie, że ktoś kurwa przyjmuje sobie taki sposób na życie.”
Zgadzam się, że użalanie jest taką samą reakcją jak śmiech. Ale nie może być stanem. A dla wielu osób jest, niestety.
niestety ja nie znam takich osób, nie obracam się w towarzystwach emo-nastolatek
“Obejżeli”? Tak, wiem, że nikt nie jest idealny, ale sorry – taką mam naturę, że lubię czepiać się ortografów
ludzie popelniajacy samobojstwo maja depresje. to jest choroba. wiec ania jest chujowa bo byla chora? a stan smutku u emoludzi jest udawany po to by byc bartdziej emo. ludzie z depresja nie sluchaja kiepskiej muzyki i nie wbijaja sobie agrafek zeby pokazac jacy sa “cierpiacy i mroczni”
xerathin -> Oż, pisanie notek o 2 w nocy to jednak nie jest najlepszy pomysł. Zwłaszcza, jak jest się beta-testerem Firefoxa 3, który jeszcze nie ma polskiego słownika. Już poprawiam.
kana -> Dla mnie chorobą jest coś związanego fizycznie z organizmem. Wszystkie depresje, abulie, melancholie, apatie są stanami, w które człowiek sam się wprowadza, mniej lub bardziej świadomie. I tylko od człowieka zależy, jak sobie z tym poradzi. To nie jest ślepota, trąd, aids czy przeziębienie – to jest stan umysłu. Odwracalny w bardzo dużym stopniu. Depresję człowiek sam sobie wymyśla. Dlatego popadanie w nią jest chujowe i niefajne.
I zwykli ludzie z depresją wcale nie różnią się tak bardzo od wspomnianych przez ciebie emo. Emo sami się nakręcają, podobnie jak “chorzy”.
nie moge sie tu z toba zgodzic:] 1pewni ludzie sa bardziej narazenia na depresje np jezeli ktos w rodzinie chorowal. 2 to jest choroba z punktu widzenia medycyny i powinna byc leczona. 3 depresja czesto wraca.
ludzie czesto popelniaja blad uwazajac ze depresja to tylko wymyslony problem. w polsce ogolnie panuje poglad ze choroby psychiczne to cos wstydliwego i sie nie lecza.
cholerna racja.
czytuję Twój blog od jakiegoś czasu.
I uważam, że pisanie idzie ci bardzo dobrze. Nie mnie to oceniać, bo nie jestem ani stary ani doświadczony. Ale gazetowe superfelietony ssą paukę przy tym co tu jest. Oby tak dalej.
Ania była gimnazjalistką. Głupiutką trzynastką. Wydaje mi sie, że to całkowicie zmienia postac rzeczy. Myślisz, że ona zastanawiała sie nad tym czy bycie w depresji jest zajebiste czy nie? Czy miała JAKIEKOLWIEK refleksje dotyczące życia? Taka dziewczyna, a raczej dziewczynka myśli prosto. To jeszcze dziecko. Koledzy się z niej wyśmiewali, molestowali ją, zgwałcili i wspaniałomyślnie to nagrali(nie znam dokładnie faktów tamtej historii). Może nie miała nikogo bliskiego, kto mógłby jej pomóc. Przyszła do domu, spojrzala na skakankę i, nie myśląc zbyt wiele, a może i wcale, powiesiła sie pod wplywem emocji. Dla niej to było najprostsze rozwiązanie. Dzieci własnie takich szukają.
Inna sprawa, jeżeli chodzi o osoby nieco starsze, mające rodzinę, dom, pieniądze, a nawet moze przyjaciół. Wymyślają sobie problemy, bo lubią komplikować sobie zycie. Użalają sie nad sobą, bo lubią, kidy ktos się o nich martwi, troszczy. A pod wpływem narastającej depresji, pogrążają się i rzucają sie z mostu. Mimo, że w pojęciu wielu innych osób mieli wszystko.
Nigdy nie mialam jakieś tam poważnej depresji, pewnie przede wszystkim dlatego, że według mnie nie mam prawa jej mieć. Jest wielu ludzi, których sytuacja maluje się nieco inaczej niż moja, czy (jak się domyślam) Twoja.:)
co z tego ile miala lat? myslisz ze zabila sie nie myslac zbyt wiele? nie sadze. naiwne
Ania > bartek ma prawie 19 lat a tez szuka najprostrzych (najwygodniejszych) rozwiazan i nie jest madry.
w ogole to przypadek ani jest konsekwencją dzisiejszego ksztaltu kultury. ci napaleni gimnazjalisci zrobili to co zrobili dlatego, ze ich czarni i nie czarni idole robia podobne rzeczy w swoich teledyskach. oczywiscie mozna powiedziec ze takie sytuacje zdarzaly sie na dlugo przedtem. ok. ale nie byly wyuzdane do tego stopnia i byly traktowane bardziej w kategoriach zartu z ktorego wszyscy moga sie smiac, nawet jego obiekt.
depresja jest choroba taka sama jak rak pluc czy wrzod na dupie. i czlowiek nie do konca wpedza sie w nia sam. to zalezy tez od stopnia jego wrazliwosci, i od jego otoczenia (m. in. czy ma z kim pogadac w dlugi jesienny wieczor – a takiego kogos wbrez pozorom trudno znalezc.)
“Koledzy się z niej wyśmiewali, molestowali ją, zgwałcili i wspaniałomyślnie to nagrali”
jej przecież nikt nie zgwałcił. a skoro koledzy ją molestowali i ona się zabiła z tego powodu, to znaczy tylko i wyłącznie tyle że miała tak chujowych przyjaciół i rodzinę że nikt jej nie pomógł.
a szukanie najprostszych rozwiązań nie jest (niestety) tylko i wyłącznie domeną dzieci.
kana -> Depresja to nie schizofrenia.
ania -> “Ania była gimnazjalistką. Głupiutką trzynastką. Wydaje mi sie, że to całkowicie zmienia postac rzeczy.”
Mylisz się. Trzynastoletnia osoba może być bardziej dorosła niż niejeden dwudziestolatek. Różne ludzie mają doświadczenia – rozwody, śmierć rodziców, śmierć rodzeństwa, problemy w szkole, kontakty z pedofilami – a mimo to samobójstwo nie jest rozwiązaniem. Nigdy.
“Myślisz, że ona zastanawiała sie nad tym czy bycie w depresji jest zajebiste czy nie? Czy miała JAKIEKOLWIEK refleksje dotyczące życia?”
Myślę, że POWINNA się zastanowić, co robi. Jeżeli nie była w stanie zdobyć się na jakiekolwiek refleksje czy przemyślenia dotyczące swoich zamiarów, to tylko nie miała prawa odebrać sobie życia, ale nawet zamówić sobie pizzy. Jeżeli ani przez chwilę nie pomyślała logicznie (a nie pomyślała, bo samobójstwo jest najmniej logiczną rzeczą, jaką może zrobić człowiek) – jest chujowa. Sorry.
“Taka dziewczyna, a raczej dziewczynka myśli prosto. To jeszcze dziecko. Koledzy się z niej wyśmiewali, molestowali ją, zgwałcili i wspaniałomyślnie to nagrali(nie znam dokładnie faktów tamtej historii).”
Nie, nie zgwałcili jej. Śmiali się, wygłupiali etc. Z tego co potem wyszło, na początku Ani się to podobało. Tylko potem przyszedł moralniak, a Ania postanowiła się heroicznie zajebiać. ( http://nnk.art.pl/gonzales/humortzwwisielczy.gif )
Nie, to nie jest fajne i nie jest rozwiązaniem.
“Może nie miała nikogo bliskiego, kto mógłby jej pomóc. Przyszła do domu, spojrzala na skakankę i, nie myśląc zbyt wiele, a może i wcale, powiesiła sie pod wplywem emocji. Dla niej to było najprostsze rozwiązanie. Dzieci własnie takich szukają.”
Śmierć nigdy nie jest rozwiązaniem, będę to powtarzał do znudzenia. Dzieci powinny mieć świadomość, czym śmierć jest. Nie świadomość jakiś tam nic nie znaczących dla dziecka symboli w stylu nieba, piekła, przejścia na inny świat etc. Powinno im się wpajać najprostszą z możliwych prawd: umrzesz – nie żyjesz. Nie ma cię. Dlatego ja moje dziecko będę często zabierał na pogrzeby. Żeby zrozumiało, że śmierć nie jest rozwiązaniem, tylko końcem. W KAŻDYM przypadku.
“Inna sprawa, jeżeli chodzi o osoby nieco starsze, mające rodzinę, dom, pieniądze, a nawet moze przyjaciół. Wymyślają sobie problemy, bo lubią komplikować sobie zycie. Użalają sie nad sobą, bo lubią, kidy ktos się o nich martwi, troszczy. A pod wpływem narastającej depresji, pogrążają się i rzucają sie z mostu. Mimo, że w pojęciu wielu innych osób mieli wszystko.”
To jest właśnie kretynizm.
“Nigdy nie mialam jakieś tam poważnej depresji, pewnie przede wszystkim dlatego, że według mnie nie mam prawa jej mieć.”
RIGHT! To jest właściwe podejście. Nie masz depresji, bo nie chcesz. Depresja jest chorobą, którą (jak sama napisałaś wyżej) człowiek sam sobie wymyśla.
“Jest wielu ludzi, których sytuacja maluje się nieco inaczej niż moja, czy (jak się domyślam) Twoja.”
A widzisz, nie zawsze. Nie wiem, co Cię w życiu spotkało, ale ja tam najłatwiejszego nie miałem. Ania, żyjąc moim życiem mogłaby zostać pierwszym na świecie seryjnym samobójcą. Nie chcę się wdawać w szczegóły, bo to moja sprawa, ale piszę to wszystko nie z perspektywy kogoś, kogo życie to sielanka. W takim przypadku byłbym ignorantem. Piszę z perspektywy kogoś, kto ma już całkiem spory bagaż doświadczeń mimo młodego wieku, a mimo to potrafi cieszyć się życiem. I to jest sztuka.
edith -> “bartek ma prawie 19 lat a tez szuka najprostrzych (najwygodniejszych) rozwiazan i nie jest madry.”
Dziękuję, zawsze miło usłyszeć ciepłe słowa.
“depresja jest choroba taka sama jak rak pluc czy wrzod na dupie.”
Nie, nie jest.
Co do Ani, to określenie “chujowa” jest raczej nie na miejscu.
To prawda nic nie usprawiedliwia samobójstwa, ale nie sądzę, że powinniśmy ją oceniać.
no nie jest. musze tu dodac ze byla przez wile lat do jednego worka wrzucana. to zupelnie cos innego. co nie sprawia ze nie jest to choroba. i nie widze polaczenia miedzy tym co ja powiedzialam a twoja odpowiedzia:> I’m sorry:]
dobra. a to ze mozliwym objawem jest: zaburzenie snu, bole, obnizona sprawnosc?” Według modelu neurochemicznego przyczyną depresji może być niedobór pewnych amin biogenicznych (substancji neurochemicznych wspomagających przekazywanie impulsów nerwowych w synapsach między neuronami). Hipotezy na temat neurochemicznego podłoża depresji dotyczą głównie spadku poziomu norepinefryny (inaczej noradrenaliny; hipoteza katecholaminowa) oraz serotoniny (hipoteza serotoninowa). Obniżenie poziomu tych amin biogenicznych powoduje pojawienie się deficytów motywacyjnych.
Norepinefryna (bądź serotonina) wyprodukowana w jednej komórce nerwowej jest uwalniana do synapsy, gdzie stymuluje drugą komórkę. Aby powstrzymać tę stymulację norepinefryna (bądź serotonina) musi zostać zdeaktywowana:
albo przez reabsorpcję do neuronu presynaptycznego;
albo przez jej zniszczenie. ”
lekarze uwazaja ze jest to choroba, czy jest sie spierac z osobami ktore sie na tym znaja?
mysle ze pani doktor ladnie objasnila nam na czym polega depresja, beznadziejnie jest o tym nie wiedziec;) aha jak juz jestesmy przy btym temacie to sie zastanawiam jesli ktos bierze tabletki na pozwyzszenie poziomy serotoniny to co sie dzieje jak sie cos takiego odstawi. bo nie bedziesz jechala na takich tabletkach do konca zycia…
w łóżku z… -> “Trzynastoletnia osoba może być bardziej dorosła niż niejeden dwudziestolatek.”
Tak. Może być. Ale przeważnie nie jest. Mój brat ma obecnie 14 lat i głupota zarówno jego, jak i jego kolegów przerasta wszelkie moje wyobrażenia. Myślę, że powieszenie się na skakance jest dla nich tylko kolejnym ciekawym doświadczeniem.:)
“Dlatego ja moje dziecko będę często zabierał na pogrzeby. Żeby zrozumiało, że śmierć nie jest rozwiązaniem, tylko końcem.”
Że jest końcem, nie da się zaprzeczyć. Dla mnie jest czymś przerażającym, czymś czego się w pewien sposób brzydzę. Ku Twojemu zaskoczeniu, nie byłam na ŻADNYM pogrzebie. Nigdy. Nie byłam nawet na pogrzebie własnego ojca. Miałam wtedy 6 lat i nie pamiętam ani jednej sekundy z tego dnia. Kiedyś znalazlam zdjęcie mojej babci w trumnie. Wymiotowałam przez trzy godziny. Ty zdajesz sobie sprawę z tego czym jest śmierć, a ja się jej brzydzę. Włąsciwie wychodzi na to samo.
Emo jest straszne, ale równie straszny jest taki anty-emo fundamentalizm.
Chuj Ci do tego, że ktoś się zabił? Jakie masz prawo i podstawy, by go osądzać? Z całym szacunkiem, w kwestii samobójstwa bardziej przekonuje mnie Seneka niż Ty.
A depresja jest chorobą. Nie można jej sobie wmówić – nie bardziej niż schizofrenię czy, z zachowaniem proporcji, cukrzycę.
Zadziwiające jak łatwo przychodzi ci oceniać innych. Uważasz że masz na wszystko najlepszą odpowiedz i że wszystko potrafisz wytłumaczyć, a jak czegoś nie potrafisz zrozumieć to jest od razu złe. Skąd wiesz że zabiła sie z tego właśnie powodu? Tak tak, wiem żaden powód nie jest dobry żeby sie zabić. Żaden z tobie znanych skąd wiesz jak może być z innymi ludźmi. Jeśli śmierć jest dla ciebie końcem wszystkiego tym gorzej dla ciebie. Ale czegoż innego spodziewać sie po hedoniście. Jak znudzi ci sie seks i kasa to może zaczniesz rozumieć ze nie zawsze o to chodzi.
Depresja jest chorobą.
Ja byłem kilka razy chory na grypę, zapalenie czegokolwiek, przeziębiony.
I chory byłem przez to, że łaziłem bez czapki albo wsadzałem głowę w zaspę.
I chyba w podobny sposób dostaje się depresji. Zaczynamy się użalać nad sobą i potem po spirali w dół…
@hahahahha ->gdzie w wypowiedziach autora jest hedonizm?
“gdzie w wypowiedziach autora jest hedonizm?” > wszędzie.
Do Kacpra: “A mój system wartości jest zajebiście wygodny. Pieniądze są wygodne, pewność siebie jest wygodna, bycie sexy jest wygodne, etc.”- W łóżku z…
Jakbyś tak prawie nie wierzył. Przeczytaj wcześniejszy wpis.
KulturKampf -> “Chuj Ci do tego, że ktoś się zabił?”
W przypadku Ani akurat nie chuj mi do tego, bo sprawa została nagłośniona, mieliśmy nawet ŻAŁOBĘ NARODOWĄ z powodu samobójstwa jakiejś gówniary (sic!). Rodzice Ani atakowali mnie w każdych wiadomościach i oskarżali mnie (jako ucznia szkoły publicznej), że to moja wina, że ich córka się zabiła. Bo teraz w szkołach sama hołota, nikt nie pilnuje, “zero tolerancji” i potem się emo dzieci tną i wieszają.
“Jakie masz prawo i podstawy, by go osądzać?”
Po pierwsze jak wyżej, po drugie mam swoje zdanie na ten temat. Samobójcy nie są fajni i już.
“Z całym szacunkiem, w kwestii samobójstwa bardziej przekonuje mnie Seneka niż Ty.”
Nie od dziś wiadomo, że wielcy filozofowie byli emo.
“A depresja jest chorobą. Nie można jej sobie wmówić – nie bardziej niż schizofrenię czy, z zachowaniem proporcji, cukrzycę”
Dopiero teraz się zorientowałem o co chodzi – o mój niefortunny skrót myślowy, który potem uparcie powtarzałem, bo myślałem, że ludzie załapali.
Miałem na myśli, że ludzie bardzo często sobie depresję wymyślają. Istnieje taka choroba jak depresja, ale PRAWDZIWE jej przykłady to białe kruki. Większość “chorych” na depresję sama się nakręca, tworzą wokół siebie pajęczynę nieszczęść i szczelnie się nią owijają. Ale to ciągle jest tylko wymysł. Może nazwę to zjawisko “Pop-depresją”, dla rozróżnienia. “Pop” dlatego, że jest to zjawisko masowe, wszechobecne i współczesne.
hahaha(…)ha -> “Tak tak, wiem żaden powód nie jest dobry żeby sie zabić.” Sama sobie odpowiedziałaś na pierwszą część komentarza.
“Żaden z tobie znanych skąd wiesz jak może być z innymi ludźmi.”
Jeżeli Ania ożyje i będzie chciała się ze mną potargować, że miała dobry powód i jej życie było trudniejsze, niż moje – z chęcią jej wysłucham.
Poza tym: tak, jestem hedonistą, konformistą, wykształciuchem, polactwem, bezwzględnym chujem etc. Możesz sobie jeszcze podopisywać co tylko chcesz. Do woli.
-> w łóżku z licealistką….post jest świetny…podejście do depresji i zabicia się…wow bez komentarza. Szkoda tylko,że tylu ludzi tego nie rozumie.chyba zacznę tu zaglądać;)
niech się wtrące. oczywiscie że strzelenie sobie samobója przez pierdolnietą dziewczynke jest śmieszne.chłopcy sie troche powyglupiali , a “UWAGA” i Ryszard Koperek, Cebula czy huj wie jak go tam zwali zrobili sensacje i temu lasce jebło do łba. W sieci krąży tyle “przyrodniczych” filmow z telefonów komorkowych, że gdyby każda jego bohaterka popełniła samobójstwo to liczba mieszkanców ziemi spadła by o mniej wiecej 93456732 kobiet.
Niektóre kwestje poruszone w tym temacie sa bulwersujace.Jak mozna twierdzic ze czlowiek ktory targnie sie na zycie jest nikomu nie potrzebnym,niezasługującym na uwagę, zwykłym szaraczkiem po którym nik nie uroni nawet jednej łzy.Człowiek pod wpływem wielu czynników nie widzi innej perspektywy ,innego wyjscia z konkretnej sytuacji i popełniając samobójstwo robi krzywde najblizszym członkom rodziny.Pozatym nie tylko wspomniane wyzej”MOMENTY”w zyciu bywają złe czasami całe życie jest jednym wielkim pasmem nieszczesc.Podając za przykład ludzi niepełnosprawnych i cierpiących na choroby o podłożu psychicznym często młodych zgruntu przekreślonych można stwierdzić że nie potrafią znależć owego złotego środka a zabuzenia zachowan i emocji powracają do nich coraz częsciej i częsciej…Odseperowanie sie od otoczenia, wkroczenie na nową drogę życia, ukierunkowaną na edukację i krztałcenie osobowości czasami jest wyjściem z pogłębiającej się depresji ,unikając skrajnych zachowań prowadzących do samobójstwa.
smierc najprawdopodobniej uwalnia. uwalnia od poblemow i od nas samych, naszych slabosci.
No i czytam i czytam. Pare razy sie usmiechnalem. Ale co z tego. Depresja jest choroba, nie jest. to jest czy nie jest? Kurna, jestem nastolatkiem który też niejedno przezyl. Chyba ktos kto miewal gorsze chwile nie stanie sie najskromniejszym czlowiekiem. Anyway: I do chuja wafla! Zycie mnie nudzi! Zycie mnie zwyczajnie nudzi. I nie umiem odroznic depresji od czegos co nazywam nudą. Miewam dni kiedy nie wiem co mi dolega. A z drugiej strony podejscie kolegi autora rozumiem i popieram w 87%. No i co… I tak se napisalem i mi lepiej. Ide na piwo bo szkoda czasu (szkoda, ze jeszcze nie ma z kim chwilowo :/ ) -element uzalania sie nad soba, robie to notorycznie i czesto nieswiadomie, jakie to jest irytujace! ergh!