Galanteria, farararaj.
listopad 21, 2007
Czyli dzisiaj całkiem spokojnie.
19.11.2007 winien zostać zaznaczony w kalendarzu wyjątkowym kolorem. Myślę nad złotym, ewentualnie jaskrawofioletowym. Koniecznie widocznym z daleka. 19 listopada bowiem, zpremierowała się debiutancka płyta polskiego bandu Muchy. Co mnie martwi, przeciętny Polak reaguje na tę nazwę soczystym “Eee?”, więc teraz nastąpi klasyczne “w kilku zdaniach o zespole” gwoli edukacji ludu. Chłopaki Wiraszko, Waliszewski i Maciejewski grają razem since 2004. W 2005 wydali EPkę “Galanteria”, która przez dwa lata łaziła po różnych labelach, odrzucana raz za razem. Z czasem, rozpowszechniając się za darmo w niezal środowiskach, zespół zyskał status najlepszego polskiego bandu bez kontraktu. Aż do lata 2007, kiedy ktośtam w Polskim Radiu się zachwycił, pogadał z Warner Music i po licznych perturbacjach, nieprzespanych nocach i hektolitrach wypitych RedBulli Muchy podpisały kontrakt na płytę. Praktycznie gotowy materiał został poprawiony, zmiksowany, wypalony i ostatecznie wydany. 19.11.2007. A day to remember, ladies and gentleman.
Jak wyglądała polska scena muzyczna przed tym dniem? Biednie. Mnóstwo chujowizny, mało dobrych pozycji, jeszcze mniej wybitnych. Z naprawdę wartościowych produktów przychodzi mi na myśl self-titled Cool Kids of Death, fiszowe “F3″, jednorazowy wybryk Rojka przy Lenny Valentino, “Lakes & Flames” The Car is on Fire i “Czarno Widzę” Afro Kolektywu. A, no i jeszcze niezmiennie dobre kolejne Ścianki i O.S.T.R.y. To oczywiście nie wszystko, ale tak dla ogólnego poglądu wystarczy, żeby zobaczyć, jak mało zajebistości Polska produkuje. Z tych wszystkich bandów tylko Kulkom udało się zdobyć zasłużony rozgłos, co smuci tym bardziej.
A teraz mamy debiutanckie Muchy. LP zatytułowany “Terroromans”, wydany na niebiesko, za ok. 25 PLN. Wstyd nie kupić. Mamy bowiem do czynienia z najlepszą polską płytą, jeżeli nie ever, to przynajmniej od 2001 roku (C.K.O.D. i Lenny Valentino). Ale jest coś, co Muchy mają, a czego tamte płyty nie miały. Pierdolony, radiowy potencjał. Murowany kandydat na singla – “Galanteria” jest kawałkiem tak bezpretensjonalnie przyjemnym, wpadającym w ucho, nieziemsko zanucalnym etc., że człowiek dużo straci nie znając go. Dlatego Muchy muszą wyjść do radia i MTV. Dlatego powinniśmy wszyscy wysyłać na nich smsy w Popliście, prosić w Zetce o zagranie ich kawałków, rozmawiać o nich i pompować balon. Bo mamy doskonały polski produkt, najlepszy materiał muzyczny tego kraju, prawdopodobnie również najlepszą płytę tego roku w skali Europy (A szkoda, bo to mógł być rok Bjork, Radiohead, Air i Modestów, ale niestety wszyscy nie podołali i wydali zaledwie płyty dobre, momentami bardzo dobre, lecz ciągle nie genialne. A takich się oczekiwało.).
Nie chciałbym, żeby ten zespół trafił na półeczkę z napisem “Świetni, tylko mieli pecha, że nie mieszkają w Londynie” – wystarczy, że leżą na niej Carsi, Dick4Dick i paru innych.
Więc – promujmy Muchy. Na pohybel Feelom, Comom, Rubikom i Riverside’om. Chłopaki pokazali, że w zacofanej muzycznie Polsce można stworzyć coś fenomenalnego i należy im się za to nagroda.
http://myspace.com/muchyband
A mi sie srednio podobaja. a “niezmiennie dobra scianka” to kurwa jak powiedziec “zajebiste orgyinalne fantasy i nielansiarskie lucky”.
Co do much, galanteria nie jest dla mnie ciekawa mozna ponucic bo wpada ale co by nie bylo dla mnie to raczej przereklamowany polski niezal moze zmienie zdanie po calej plycie
tak jest. 14 jade na koncert ha!
Sieka -> “a “niezmiennie dobra scianka” to kurwa jak powiedziec “zajebiste orgyinalne fantasy i nielansiarskie lucky””
jesteś śmieszny
do ludzi -> bez pierdolenia
debiut CKOD był WAŻNY, ale nie sprostali i nie utrzymali jego poziomu na kolejnych płytach
debiut The Car Is On Fire był ważny, a zespół na drugiej płycie pokazał, że stać go na coś więcej niż pisanie, czasem miałkich a czasem ciekawych piosenek rozpisanych na gitarę, bas, wokal i perkusję – eksperymentowali z popowym, beatlesowym wręcz brzmieniem (momentami oczywiście), nowe aranżacje, kilka tematów na piosenkę – no pięknie
ALE NIE BYŁO OD 2001 TAKIEGO DEBIUTU JAK DEBIUT MUCH!
LUDZIE KUPCIE TĄ PŁYTĘ, ZAPŁAĆCIE ZA NIĄ GÓRA 30ZŁ, KUPCIE JĄ W CIEMNO, JEŻELI SIE NIE SPODOBA TO SPRZEDAJCIE CZASEM PO 15 CZASEM PO TE NAWET 30 ZŁ!
TO JEST NAPRAWDĘ DOBRY MATERIAŁ WART PRZETESTOWANIA!
DAJCIE SIĘ KURWA PORWAĆ EMOCJOM!
marian
Zosia -> Ja widziałem ostatnio, przed Editors grali. Całkiem nieźle.
Marian -> Nie ma bata chyba, żeby się nie spodobała. Nawet Olga już chodzi po domu i nuci “Galanterię”.
Hehe, najlepsze jest to, że na lubelskim koncercie Much/Heya był obecny wokalista Feel o czym z resztą pisałem na blogu;] Pytanie czy polski Creed zmiksowany z piosenką Niny Simone trafił tam przypadkiem, czy też poczuł zajebistość Poznaniaków?
Wpada w ucho, ale wolę mocniejsze brzmienia ;] Kilka osób mówi, że fajna muza, ale jak dla mnie Comy nie przebiją ;]
Galanteria, fararaj… xD